Moja klasa.
Szesnaście osób.
Jest maj a ja muszę jeszcze z matmy zaliczyć. Bierzmowanie było, teraz choroba mojej kuzynki.
Świetnie!
Dobija mnie to, że muszę jutro iść do szkoły. Nie chodzi o lekcje, ale chodzi o ludzi. Nie znają mnie takiej, jaką bym chciała by mnie znali. Zawsze siedzę cicho, bo Weronika ostatecznie mnie przekonuje żebym dała sobie spokój, Niech się nie boi, gwiazdeczką lansu nie zostanę. Pozdrawiam ją, zajebiste uczucie że w końcu się uwolnię od tych fałszywców.
Są fajne chwile, kiedy czasem się odezwą. To wygląda jakbym była pod chorą presją nierozmawiania z nimi, serio. Nawet moja rodzina z którą chodzę do klasy nie jest moją rodziną? Dobrze że było mało osób, kiedy facet od historii wyzywał moją rodzinę. Pieprz się durniu, kurwa, chcę wyjść z tej szkoły.
Z drugiej strony się boję, boję że mnie nie przyjmą do liceum, a będę musiała iść do technikum i bawić się z roślinkami. Boję się wyników testów. By być brana pod uwagę, muszę mieć 60 pkt. To dosyć dużo.
Gdziekolwiek pójdę, nie chcę być wrażliwa. Chcę by życie dało mi w dupę i żebym się uodporniła. A po szkole średniej w dupę, żegnaj Polsko, ojczyzno ma, tak dalej i tak dalej.
https://www.youtube.com/watch?v=g_RNaug7D14 <3
STILL KIDRAUHL IN MY HEART! :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz